Miejsca | wycieczka po Niemczech

Jesienne ferie w czasie pandemii | jezioro Bodeńskie | Niemcy

19. listopada 2020

I od czego powinnam zacząć.. od suchych faktów na temat jeziora i okolic, czy od tego, że tu jest cudownie i rozpływać się w zachwycie. 😀

Urlop jesienny w czasie pandemii.

Ten rok obfituje w zmiany planów i podejmowanie spontanicznych decyzji, z wiadomych powodów. Pandemia daje się we znaki nam wszystkim i to nie tylko w kwestii podróżowania.  Ja miałam niesamowite szczęście, że tuż przed zamknięciem granic i lockdown spędziłam tydzień na Wyspach Kanaryjskich. I jestem szczęśliwa z tego powodu, ale to temat na inny wpis. Latem miała być Francja – nie była, a na jesień Grecja, ewentualnie Egipt albo inny cieplejszy kraj. Miał być hotel, all In, basen i morze… bo nam się wszystkim należy trochę luksusu… śniadanie gotowe, obiad gotowy, kolacja gotowa i nie musisz sprzątać. Tydzień lub dwa kiedy nie musisz myśleć o kupowaniu bułek, o tym co będzie na obiad i kto ogarnie tę kuchnie po gotowaniu. I tak dalej.

Nasze ferie jesienne w NRW wypadły w tym roku na środek października. Decyzję gdzie lecimy (bo taki był pierwotny zamysł) zostawiliśmy na Last Minute, w zależności od tego jak się rozwinie sytuacja z koroną. Cały czas rozważaliśmy jaki urlop w tej sytuacji będzie najlepszy i chociaż marzył nam się ten luksus, to jednak bezpieczeństwo wygrało. Zdecydowaliśmy, że zostajemy w Niemczech i pojedziemy gdzieś autem. Za duże ryzyko, że nawet jeśli gdzieś polecimy, to nie wrócimy na czas, bo ktoś w hotelu będzie miał koronę i nas „zamkną” na kwarantannę, lub trafi nas przymusowa kwarantanna po powrocie, bo kraj w którym będziemy zostanie uznany za Risikogebiet.

Ponad to uznaliśmy, że najlepiej  też nie rezerwować hotelu, a wynająć Ferienwohnung, czyli tzw. mieszkanie wakacyjne. Tylko gdzie? W Niemczech jest masa miejsc, które chcę jeszcze zwiedzić, ale od razu pomyślałam o Bodensee – o jeziorze Bodeńskim.

Bodensee / jezioro Bodeńskie

fakty

Jezioro leży u podnóża Alp i łączy Niemcy, Austrię i Szwajcarię. Bardziej malowniczo być nie może. Jezioro jest ogromne o powierzchni 536 metrów kwadratowych – to prawie 5 razy więcej niż Śniardwy, największe jezioro w Polsce. Głębokość do 256 metrów także dość konkretnie. Swoją drogą jezioro jest też nazywane Schwäbisches Meer – tłumacząc na polski „Szwabskie morze”.

Z taką powierzchnią Bodensee jest największym jeziorem w Niemczech… ale ale… jezioro Müritz (na północy Niemiec) też jest uważane za największe, choć ma dużo mniejszą powierzchnię (112 km kwadratowych). Dlaczego? No łatwo się domyślić 🙂 To drugie jezioro leży wyłącznie w Niemczech, a Bodensee, jak wspomniałam w trzech krajach. No więc trudno tak jednoznacznie określić, że to największe niemieckie jezioro, bo co ciekawe nie ma też oficjalnie ustalonych granic dzielących powierzchnię jeziora na te trzy kraje. Nie ma podpisanych umów, które by to prawnie regulowały.

Ponad to jeszcze w temacie statystyk wód śródlądowych, jest to trzecie co do wielkości jezioro w Europie po Balatonie i jeziorze Genewskim.

Warto tu przyjechać

Niezależnie od suchych faktów jezioro robi wrażenie, a okolice niezależnie z której strony są piękne. Po raz pierwszy byłam nad jeziorem jakieś 10-11 lat temu. Byłam wtedy na urlopie w Szwajcarii i zrobiliśmy sobie wycieczkę do Konstanz (największe niemieckie miasto nad jeziorem od południowej strony), a dokładniej to bardzo chciałam pojechać na wyspę Mainau. W każdym razie zakochałam się w tym rejonie, w jeziorze i w tych widokach, które wtedy mnie oczarowały. W tym roku spędziliśmy nasze ferie jesienne od północnej strony jeziora i jestem równie zachwycona jak za pierwszym razem po przeciwnej stronie. Przygotowałam nam całą listę atrakcji i miejsc do zwiedzenia, która na 7 dni urlopu była oczywiście za długa 😀 Jest tu tak dużo rozmaitych atrakcji, że każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie w jakim jest wieku. Nie ma opcji na nudę dla rodzin z dziećmi, nie brakuje tu też winnic, muzeów, parków rozrywki, opcji sportowych, rowerowych tras, czy na piesze wędrówki i tak dalej.

Oprócz tego region jeziora jest największym terenem uprawnym owoców pestkowych, głównie jabłek. Jabłonie są wszędzie, jest ich taka ilość, że można oczopląsów dostać, a kiedy najlepiej pojechać w taki rejon jak nie w jesieni. Jabłka sprzedawane są wprost z chodnika 😀 Idąc w naszej miejscowości brzegiem jeziora, przy niektórych domach wystawione były stoły z workami jabłek np. za 1€, nikogo tam nie ma, a na stoliku leży skarbonka. Oczywiście skorzystaliśmy z tej opcji. Tych owoców nie da się porównać z marketowymi owocami. Różnica w smaku jest ogromna. Wiecie to jest tak jak z egzotycznymi owocami, arbuz czy melon w Grecji lub Tunezji od rolnika z targu smakuje o niebo lepiej niż ten sam owoc dojrzewający w pudle podczas transportu do polskiego marketu. Z jabłkami jest tak samo. 😉

Jakie pamiątki przywieźliśmy z urlopu? Kilka worków różnych odmian jabłek, karton warzyw od rolnika, oczywiście kilka butelek regionalnego wina, a w drodze powrotnej w outlecie jeansy i dwa swetry 😀 Być może z innych wpisów np. o Norwegii pamiętacie, że figurek, magnesów i takich typowych suwenirów nie kupuję.

Nasze zwiedzanie uzależniliśmy od pogody oraz spontanicznej decyzji. Kilka rzeczy udało nam się zobaczyć, ale o tym będzie następny wpis.


To by było na tyle. Ciekawa jestem czy byliście już w okolicach jeziora Bodeńskiego, lub planujecie wybrać się w te rejony.

PS Na co uważać będąc w tym rejonie? W której sieci jest wasz telefon komórkowy. Ponieważ jezioro leży na granicy trzech Państw telefony łapią niestety sieć również ze Szwajcarii i Austrii. W moim przypadku złapanie szwajcarskiej sieci oznaczało dodatkowe koszty np przy korzystaniu z internetu, gdy będąc w niemieckiej internet mam bez ograniczeń w ramach mojego abonamentu. Najlepiej wyłączyć automatyczny wybór sieci.

pozdrawiam

Olgietta



 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Close