Olgietta w kuchni | Polecam | Różności

Niemiecka kuchnia: Flammkuchen

11. września 2019

Tak na prawdę Flammkuchen pochodzi z Francji, a dokładnie z północno-wschodniego regionu Elsass (tak na marginesie, wrzucie w Google Elsass i zobaczcie jakie piękne okolice! Na pewno tam się wybiorę!)

Pomimo francuskiego pochodzenia „placek z płomieni” jest typową niemiecką przekąską, którą na 100% znajdziecie na jarmarku świątecznym (Weihnachtsmarkt), ale nie tylko. Wiele restauracji oferuje je cały rok. Z polskich tłumaczeń tej potrawy znalazłam nazwę: tarta alzacka.

Co to jest Flammkuchen tak właściwie? Jak pierwszy raz go jadłam, a było to właśnie zimą w Limburgu (swoją drogą przepiękne średniowieczne miasteczko), to przepadłam z rozkoszy smakowej. Chrupiący spód i prosta ale smaczna góra. Wyglądem i koncepcją przypominało pizzę, ale ciasto trochę bardziej jak podpłomyk. No więc pizza to nie jest, bo spód musi być chrupiący, a w klasycznej wersji nie ma też grama sera, a co to za pizza bez sera! 😉 No ale ze względu na koncepcję – rozwałkowane ciasto z dodatkami, upieczone w piekarniku, a najlepiej w piecu – nazwijmy to pizzo/podpłomykiem 😀 Piękna nazwa? Dobra to taki żarcik 😉

Tartę można dekorować na wiele sposobów, właściwie zależy tylko od fantazji kucharza, na słono, ostro, na nawet na słodko z czekoladą i bananami. Bardzo smaczna jest z łososiem i rukolą. Ja proponuję podstawową wersję, przejdźmy zatem już do przepisu.

Flammkuchen – przepis

Ciasto

W internetach znajdziecie przepisy na ciasto do Flammkuchen w wersji z drożdżami lub bez. Ja zdecydowanie wolę bez i to jest też pierwotna, orginalna wersja. Z drożdżami ciasto jest trochę bardziej wyrośnięte, choć cienko rozwałkowane, i bardziej też miękkie moim zdaniem, a powinno być chrupiące (będę to powtarzać do znudzenia, bo to najważniejsze w tym placku 😀 ;))

Do ciasta potrzebujemy:

  • 220 gr. mąki
  • 3 łyżki stołowe oliwy z oliwek
  • 1 żółtko
  • 100ml ciepłej wody
  • pół łyżeczki soli

Wszystkie składniki łączymy ze sobą i ugniatamy na gładkie ciasto. „Kulkę” ciasta obsmarowujemy odrobiną oliwy, zawijamy w folię i odstawiamy na max pół godzinki (ale nie wkładamy do lodówki, ciasto o pokojowej temperaturze łatwiej się roluje)

Dodatki

Tu w wersji klasycznej

  • boczek pokrojony w kosteczkę
  • czerwona cebula, pokrojona w półksiężyce
  • Creme Fraiche
  • sól, pieprz
  • zielona cebulka*

*orginalnie dałabym zieloną cebulkę, ale nie miałam. Dodałam więc pokrojoną papryczkę padron, moje odkrycie tego roku. Uwielbiam!


Ustawiamy piekarnik na 250 stopni (tak, ma być wysoka temperatura), góra/dół


Przygotowanie

Ciasto dzielimy na 4 części (albo 3, w zależności jakie duże placki chcemy zrobić), tworzymy cienki placek od razu na papierze do pieczenia, łatwiej potem przenieść na blachę. Zazwyczaj formujemy owal, albo „jajko” (na zdjęciu mam prostokąt i na końcu wpisu wyjaśniam dlaczego).

Smarujemy ciasto Creme Fraiche, nie za grubo, tak żeby całe ciasto przykryć. Następnie posypujemy boczkiem, cebulą. No i ja dodałam moją papryczkę.

Trochę soli, pieprzu i Flammkuchen wjeżdża do piekarnika na ok 10 minut, aż będzie fajnie przypieczony (za jasny nie może być, ostatnio ciut za długo piekłam i był już mega ciemny ale i tak zaje..e smakował :D)

Smacznego!


Buźka

Olgietta

PS. Tak jak ciasto na pizzę można kupić w sklepie gotowe ciasto do rolowania na Flammkuchen. Na zdjęciach widzicie właśnie takie ciasto. Niestety ze względu na to, że jak przyjdę po pracy do domu to już zaczyna robić się ciemno i brakuje odpowiedniego światła do zdjęć postanowiłam nie przedłużać i kupiłam gotowca. Ale własne ciasto smakuje najlepiej!

Tak wyglądał mój poprzedni Flammkuchen, uwielbiam jak brzegi są lekko przypalone 😀 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close