Ostani wpis wrzuciłam dwa i pół roku temu… Blogowanie odeszło w zapomnienie i gdyby nie to, że nadal pojawiają się komentarze pod różnymi wpisami, głównie z pytaniami i prośbami o poradę, to zapomniałabym chyba o blogu…
Dzięki tym komentarzom co jakiś czas wracam myślami do czasu, gdy pisałam w miarę regularnie, że trochę mi tego szkoda, że od pisania bloga wszystko się zaczęło.
No dobra co znaczy „wszystko” i co się zaczęło?
„Wszystko” czyli moja internetowa przygoda, wychodzenie ze strefy komfortu i odnalezienie kreatywnego upustu, którego szukałam całe dotychczasowe życie. Zaczęła się również moja wewnętrza przemiana, rozwinęłam pod wieloma względami, nabrałam jeszcze większej pewności siebie i wiele rzeczy sobie poukładałam w głowie. Latami myślałam, że nie mam absolutnie żadnych talentów, a żeby być kreatywnym trzeba mieć talent – czyli nie jestem kreatywna. Wydawało mi się, że nie miałam żadnych wyraźnych zainteresowań, jakiegoś hobby, aż do moich 40 urodzin, kiedy to zrobiłam sobie prezent i wykupiłam domenę, zainstalowałam WordPress. Stworzyłam swoją stronę – Blog „Olgietta”, na której właśnie jesteś (za co bardzo Ci dziękuję).
Bardzo się bałam przed publikacją pierwszego postu… co powiedzą znajomi?! Z dzisiejszej perspektywy to trochę zabawne. Jeżeli jesteś w takim miejscu jak ja wtedy, to wiedz, że kosztowało mnie to te kilka lat temu, sporo emocji. Ja wcześniej nigdy się specjalnie nie wychylałam, nie wychodziłam przed szereg, nie byłam głośna… przez długi czas wydawało mi się, że jestem przezroczysta, niewidoczna. Chciałam być zauważona i pokazać, że jestem „jakaś”, ale bałam się być właśnie jakaś. Chyba wszyscy chcemy być akceptowani, takimi jakim jesteśmy, ale czasami się chowamy przez niewłaściwe przekoania. Ja żyłam w przekonaniu, że wszyscy ludzie muszą mnie lubić. Albo inaczej – chciałam, żeby ludzie mnie lubili. Dlatego się bałam – wyśmiania, negatywnej opinii, że przestaną mnie lubić jak zobaczą jakie mam marzenia, co sprawia mi frajdę, gdy będę miała inne zdanie niż oni (okazało się, że blogowanie sprawiało mi ogromną frajdę).
To, że to jest absolutnie niemożliwe, żeby każda osoba, którą na swojej życiowej drodze spotkasz, będzie ciebie lubić, zrozumiałam po 40ce. Dzięki blogowaniu zrozumiałam również, że nie warto się naginać, siedzieć cicho, przytakiwać i ograniczać się w wyrażaniu siebie i swoich marzeń, tylko po to, żeby znajomi cię lubili. Bo może lubią cię za to, kim nie jesteś?
Zrozumiałam, że ludzie są w naszym życiu na określony czas. Może dłuższy, może krótszy, a może na całe życie – tego nie będziemy nigdy wiedzieć na początku znajomości. Przestałam się bać, że komuś nie będzie już ze mną po drodze i przestanie mnie „lubić”.
To jest naturalne, że gdy nasze życie się zmienia, nasze zainteresowania się zmieniają, albo że w końcu mamy odwagę mówić to co zawsze myśleliśmy, ale nie mieliśmy odwagi, to część osób nie pójdzie dalej z nami. Już nie trzymam się kurczowo znajomości, które nie są w zgodzie ze mną. A czasami wystarczy chwilowa przerwa. Blogowanie i pewnie też przekroczenie 4oki poukładało mi wiele głowie.
No w każdym razie mimo ogromnych obaw przed opinią znajomych zaczęłam pisać kolejne posty. Zaczęłam czuć, że żyję, że mam coś swojego, niezależnie czy się to komuś podoba czy nie. Nie liczyłam na jakieś ogromne sukcesy. Już sam fakt, że miałam taką swoją przestrzeń było dla mnie satysfakcjonujące. Spoiler – mój blog nie osiągnął jakiegoś spektakularnego rozgłosu. Zabrakło mi dyscypliny i może za mało pisałam (według porad musiałabym postować codziennie. Bez szans). Może był to kolejny blog jakich wiele i nie miałam tego czegoś, jakieś charyzmy, żeby się mocno wybić. (albo też zwyczajnie reklamy, nie ukrywajmy, że tego nie ma ) I to jest ok. Akceptuję to totalnie.

Potem pojawił się Instagram.
Na początku było to miejsce do „informowania o kolejnym wpisie”, wrzucało się tylko zdjęcia. Gdy Instagram się rozwijał oraz możliwości kreatywne, blogowanie odchodziło w cień. Zauważyłam to u niemal wszystkich twórców. Jeżeli ktoś zarabiał na blogu, przeniósł się ze współpracami na Instagram. Dzisiaj niektórych ulubionych blogów nawet już nie ma, strony nie istnieją i robi mi się smutno. Zastanawiam się wtedy, czy jest sens trzymania się tego „reliktu” skoro wszyscy inni już sobie dawno odpuścili. Byłam spóźniona z blogowaniem, to może i będę spóźniona z zamknięciem bloga?
Instagram dał mi zupełnie nowe możliwości dla twórczości kreatywnej. Czasami myślę, że tworzenie rolek, to jest coś na co czekałam całe życie. Ta forma połączenia filmu, tekstu i animacji jest fascynująca. Na Instagramie poruszam też dzisiaj inne tematy, niż te, o których pisałam tu na blogu. Rzeczy, o których zawsze chciałam mówić, ale nie wiedziałam jak je ugryźć. Miałam obawy, czy mnie ktoś zrozumie. Gdy się w końcu odważyłam okazało się, że jest całkiem sporo osób tym zainteresowanych, a to mnie tylko dodatkowo motywuje.
Motywacja.
Dzisiaj przeczytałam bardzo ciekawy artykuł o kreatywności po 40ce w „Listach z Minnesoty” Magdy Campion (na Insta znanej jako Magda in Minnesota ). W artykule Magda pisze między innymi, że wiele osób po czterdziestce czuje potrzebę powrotu do dawnych pasji i opisuje swoje zainteresowania z lat dziecięcych. Pomyślałam, że ja nie wróciłam, tylko dopiero znalazłam. Potem powędrowałam myślami do lat 80 i 90. Przypomniałam sobie, że uwielbiałam nagrywać się kamerą (wtedy prawie nikt nie miał takiego sprzętu w domu). To co ja wtedy nagrywałam to była taka pierwotna wersja rolek, skakanie do piosenek i udawanie, że to ja śpiewam. No przecież ja miałam hobby, które znacznie wyprzedziło czas! Śmiać mi się chce, ale to dokładnie tak wyglądało. Do tego nagrywaliśmy filmy z wakacji, wycieczek – czyli klasyczne vlogi, ale 35 lat za wcześnie. Nagrywaliśmy tylko dla siebie i te kasety nadal mamy.
Magda napisała również:
Kreatywność nie przychodzi wtedy, gdy mamy wolne popołudnie i piękne światło. Przychodzi wtedy, gdy pojawiamy się przy biurku, mimo że nie mamy ochoty.
I tym zmotywowała mnie do napisania dzisiaj tego postu. Od 1 stycznia się za to zabierałam, odkładałam, aż do dzisiaj. Czekałam, nie wiem na co, aż mi się zachce, aż mnie wena nawiedzi, chociaż wiedziałam co chcę napisać (mniej więcej). Ostatecznie post ma trochę inną treść i jest znacznie dłuższy, ale punktem wyjścia była decyzja o stworzeniu nowej strony.
„Listy z Minnesoty” znajdziecie pod tym linkiem ⇒ Listy z Minnesoty

Nowa strona
Ponieważ zmieniłam nazwę profilu na Instagramie z „Olgietta” na „Diese_Neumannka”, pomyślałam też o zmianie bloga na „Diese Neumannka”. Technicznie przeniesienie bloga na nową domenę jest możliwe, ale czasochłonne i na 100% coś mi się wykrzaczy. Postanowiłam jednak, że potrzebuję nowego startu dla Diese Neumannka – nowej strony, którą sobie przemyślę, zbuduję od nowa, z nową szatą graficzną i nowymi treściami. I w końcu dwujęzyczną, o czym myślałam już od bardzo dawna.
Na blogu chciałabym się rozpisać o tych tematach, które poruszam na Instagramie, ale tam wszystko musi być krótkie i kompaktowe. Na blogu nie mam tych ograniczeń.
I teraz stoję przed wyborem, czy w to iść i zacząć tworzyć tę stronę, czy tak jak wszystkie blogowe koleżanki jednak zamknąć ten etap na zawsze i pisać tylko do szuflady jak mnie najdzie wena?
Nie będę ukrywać, że pojawiają mi się myśli: jak długo jeszcze będziesz to ciągnąć ? (TO mam również Instagram na myśli) Za chwilę skończysz 50 lat, może już czas sobie odpuścić. Dla równowagi myślę, że wiek to tylko liczba. Albo też, że skoro pierwsze 40 lat życia szukałam kreatywnej przestrzeni dla siebie, to może następne 40 będę tworzyć treści w internecie (haha mało prawdopodobne ;))
No nic, narazie tak to tu zostawię, jak historię z ciągiem dalszym w następym odcinku.
Jak macie ochotę to podzielcie się swoimi spostrzeżeniami, co myślicie o pomyśle na nową stronę. Możecie zostawić komentarz tu, albo napisać wiadomość na Instagramie.
buziaki
Olgietta
