40 i co dalej... | Wyzwania

Podsumowanie lipca 2017 – wyzwania.

21. sierpnia 2017

Lipiec się skończył 3 tygodnie temu, więc podsumowanie już prawie przeterminowane 😉 Jako że prawie robi wielką różnicę, to szybko nadrabiam zaległości.

Właściwie miałam plan popisać na urlopie w Polsce. Wyobrażałam sobie, jak leżę w ogródku przy naszej wakacyjnej hacjendzie, dzieci sobie wokół hasają, a ja rozpisuję się na jeden temat za drugim. Niestety dla bloga, a stety dla kontaktów socjalno-kulturalnych, trzeba było zweryfikować plany, kiedy to po przejściu nawałnicy została skażona woda w wodociągach do tego stopnia, że nawet myć się zabronili w wodzie z kranu, a już o spożywaniu tej wody nie było mowy. Jedyna opcja była taka: spakować się i jak te wygnańce wpakować się komuś do domu. Uszczęśliwieni zostali nasi przyjaciele z Częstochowy i takim sposobem zamiast leżeć w trawie uskuteczniałam życie towarzyskie (a jakby się ktoś pytał, to wino brzoskwiniowe jest bardzo dobre). Oczywiście była jeszcze opcja „rodzice“, ale że już dzieci u nich spędziły prawie tydzień, kiedy ja odbierałam prezent urodzinowy w Borach Tucholskich (o tym będzie osobny wpis), a i mieszkanie nie za duże, to pomyśleliśmy, że może chcą odpocząć, a i też byłoby nam wszystkim ciasno. Także z popisania udało mi się jedynie napisać część jednego wpisu, ale o tym na chwilę. Ale znalazł się czas na czytanie książki. 

No ale czas na podsumowanie:

6/6

Tutaj sukces, choć w zasadzie na ostatnią chwilę, bo książkę skończyłam czytać ostatniego dnia lipca. A wyglądało to mniej więcej tak, że połowę książki czytałam 3 tyg., a drugą w 2 dni, bo się oderwać już nie mogłam. W dylemacie: 3 torby prania do wyprasowania czy książka, wygrała zdecydowanie książka.

W lipcu wybór padł na Stryjeńska, Diabli nadali. I moją opinię o książce możecie już przeczytać TU.

Kondycja na 6.

Miesiąc wystartowałam z kopyta i szło mi całkiem nieźle. Ćwiczyłam zgodnie z założeniem. Po 2 tyg. mniej więcej plan się lekko rozjechał. Na balecie przerwa urlopowa, do tego problemy z kręgami szyjnymi (taka przypadłość ciągłej pracy przy komputerze), w efekcie czego musiałam chodzić 3 tyg. na ćwiczenia do fizjoterapeuty i motywacji na ergometr nie było. 🙈🙄

Także sytuacja jest taka, że zaczynam od zera, a do moich pierwotnych założeń ćwiczeniowych dochodzą jeszcze ćwiczenia od fizjoterapeuty, aby problemy z bólami nie powracały.

Wyzwanie 6.00

Tu niestety również brak sukcesów. Przez pierwsze 2 tyg. podobnie jak powyżej, wielka euforia, motywacja i wstawałam prawie w podskokach godzinę wcześniej, czyli o 6:00. Pewnego pięknego dnia, pojechałam na rowerze o 6:30 kupić świeże pieczywo i z tej ekscytacji, że tak wcześnie, pojechałam w złym kierunku. Do piekarni, którą otwierają 1,5 godziny póżniej. Efekt był taki, że musiałam się wrócić i tą samą drogę pojechać w drugim kierunku. Ale nadal byłam z siebie dumna. Nawet w sobotę, bez budzika wstawałam o 7:00. Niestety potem nadszedł kryzys i było mi coraz trudniej. Skończyło się tak, że chodziłam spać coraz późiej i o wstawaniu o 6:00 nie było mowy. A okres urlopowy wcale w tym nie pomaga.

Także tak jak z treningami, zaczynam od zera. 😫


Myślę, że od następnego miesiąca wprowadzę również w podsumowaniach moich ulubieńców i inspiracje (takie jak kosmetyki, filmy, seriale, kanały YT czy inne fajne rzeczy).

A jak Wam minął lipiec?

Pozdrawiam Was serdecznie, wysyłam buziaki.

Olgietta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close